IMG 0402 1140x760 - Co w podróżowaniu zmienia poznanie "drugiej połówki"?
Europa,  Lifestyle

Co w podróżowaniu zmienia poznanie „drugiej połówki”?

Idąc tropem popularnych, ale kiepskich serwisów internetowych, gdzie w artykule, reklam jest więcej niż treści, zastanawiałam się nad daniem tytułu: ” Wybranek ogranicza podróżowanie” albo” Nie żeń się, bo umrzesz z nudów”. To tak słowem wstępu. Przecież liczy się to,jak zainteresować odbiorcę.

Będąc sama moje podróżowanie było tanie, spontaniczne i pełne przygód. Te rzeczy chyba najlepiej wyrażają tamtejszą rzeczywistość. Na początku związku wiele się nie zmieniło – nadal patrzyłam na budżet, ekscytacji nie brakowało , a zaplanowane miałam zwykle tylko główne loty. Potem coś się zmieniło. Skończyłam studia, zaczęłam myśleć o poważniejszej pracy. Aby przed zapuszkowaniem się w jakiejś korporacji spełnić kolejne marzenie – kilkumiesięczną podróż – zdecydowaliśmy się wyjechać póki jeszcze nie pojawiły się dzieci. Nie to, że uważam je za przeszkodę w podróżowaniu – wręcz uważam, że należy im pokazać świat – póki jeszcze nie wyrżnęliśmy wszystkich drzew palmowych i możemy zobaczyć dziko żyjące orangutany czy zabytki, których nie wyżarły kwaśne deszcze.

Ciąża, która spowodowała zmianę decyzji o wyjeździe, zmieniła również mój sposób patrzenia na przyszłe życie. Wynajmowanie mieszkania w Krakowie to kiepski interes. Raczej niezbędne jest posiadanie czegoś własnego. A tak się składa, że jako mieszkanka bloku, zawsze chciałam mieć swój dom. Na obrzeżach, z ładnym ogródkiem, nieco przypominający rustykalne, przytulne wnętrza. Nie jest to mały koszt i niestety na wkład własny na kredyt nie uzbiera się tak szybko. Zaraz. Ale kredyt? Ty? – niektórzy powiedzą. Ano ja. Wraz z wiekiem ( a może to kwestia małżeństwa) zaczęłam chcieć czegoś innego. Ciepła, przytulności, może odrobiny stabilności. Kiedyś wyzbywałam się rzeczy, które mogły mi zawadzać – w końcu gdybym wygrała bilet dookoła świata na jutro, chciałabym móc szybko się spakować do dwóch plecaków.

Teraz z lubością patrzę na brytfankę, w której mogę wygodnie upiec piernikowy schab z oscypkiem czy zestaw książek kucharskich z Lidla. Kupiłam choinkę, która nie jest tylko niepotrzebnym badylem za 100zł, ale pięknie przystrojonym drzewkiem, które będzie mi się kojarzyło z pierwszymi świętami mojego synka ( muszę korzystać z okazji, bo za rok to chyba będzie ona musiała wisieć z sufitu, żeby te małe rączki nie dostały jej w swoje łapki). W wolnych chwilach robię zdjęcia aby móc je później dodać do stosu fotoksiążek i piekę ( toż to w portugalskich pasteis de nata nie mam w sobie równych!). Staram się kupować rzeczy dobrej jakości żeby mi służyły na lata, nie żal mi na nich pieniędzy – traktuję je jako inwestycję na dłuższy czas. Bo o ile nie chcę wyłączyć podróżowania ze swojego życia, to chcę pogodzić je z innymi aspektami, które w moim życiu nabrały znaczenia. Nie chcę żyć oszczędnie, odmawiając sobie przyjemności, bo to one poniekąd tworzą codzienne, miłe chwile. Chcę tworzyć wspomnienia, które nie będą się odnosiły tylko do podróży, a pomiędzy nimi będzie pustka, bo odmawiałam sobie wielu rzeczy. Wiem, że rozwalanie pieniędzy na prawo i lewo to też nie jest sposób na życie, a oszczędności są ważne. To dzięki nim kiedyś wybudujemy sobie wymarzony dom, w którym będzie porcelana z portugalskim wzorem, orientalne przyprawy przywiezione z wycieczki i ogromna mapa świata, przypominająca ile miałam szczęścia by tyle świata zobaczyć.

Fakt, że mogę wracać do przytulnego mieszkania, sprawia, że dużo mniej przeszkadza mi czasem brak wygody podczas wyjazdu. Coraz częściej skupiam się na lokalnej kuchni, widokach, powolnym spacerze w ładnej okolicy. Wiem, że przygody same mnie znajdują, więc nie muszę ich dodatkowo szukać. Przychodzą wtedy gdy się ich po prostu nie spodziewasz.

Wraz z faktem zbierania funduszy na dom, nasze oszczędności na podróże są dużo bardziej okrojone. Nadal mam chęć kupowania tanich biletów do miejsc w których nie byłam – ciągnie mnie możliwość „odhaczenia” w głowie kolejnego miejsca, kraju w którym zawitałam. Natomiast obecnie wiem, że w trakcie mojego życia nie będę w stanie zobaczyć całego świata. Chciałabym jednak zobaczyć, przeżyć najwięcej marzeń, które mam gdzieś w głowie lub spisanych na kartce. Mam na to następujący powód: O ile podróżowanie do nowych miejsc daje mi ogrom szczęścia, to ma się to niewiele do tego, co się czuje jak się spełni prawdziwe marzenie. Takie o którym się często myśli i które daje kopa by robić więcej by je spełnić. Wspominając Lazurowe Wybrzeże jestem zadowolona, że mogłam zobaczyć ten piękny kolor morza, ale to myślenie o przejeździe w kolei transsyberyjskiej czy locie nad Kapadocją powoduje u mnie ekscytację i ciepło w sercu.

Chcę abym w przyszłości mogła spojrzeć na swoje życie wstecz i widzieć coś więcej niż same wyjazdy. Samorealizacja, spotkania z rodziną i znajomymi przy domowych wypiekach czy pewność siebie za sprawą idealnej sukienki to drobne rzeczy, które „robią robotę”. Sądzę, że we wszystkim trzeba znaleźć umiar i mając to wszystko, zrobimy się naprawdę szczęśliwi. Dlatego zakładam na stopy grube skarpety z reniferem i idę piec ciastka póki dziecko wciąż śpi.

Jestem Klaudia i od kilku lat moją największą pasją jest podróżowanie.  Żona, od niedawna także matka. Pasjonatka fotografii i szukania tanich lotów, nieustannie planując nowe podróże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *