dsc 0485 ps 1 1140x1721 - Jak byłam księżniczką w Zjednoczonych Emiratach Arabskich
Azja

Jak byłam księżniczką w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Chyba pierwszy raz kupiłam bilety z takim wyprzedzeniem. Gdy w maju 2017 wyszukałam loty z Kijowa do Dubaju za 300 zł w obie strony to wiedziałam, że muszę je kupić. To było kilka dni po zakupie biletów do Azerbejdżanu, więc wiedziałam, że namówienie Yarka na tą podróż nie będzie łatwe. Jednak… już chwilę później, po niewielkich chwilach wątpliwości, z największym bananem na twarzy wydawałam ciężko zarobione pieniądze. Podróż miała się odbyć prawie rok później i świadomość, że w końcu polecę do Emiratów, będących na liście najbliższych podróży do zrealizowania, była cudowna 🙂

Cały wyjazd miał trwać ok 5 dni. Ponad 3 dni w Emiratach i 2 dni na dojazd między Krakowem, a Kijowem. Rzeczywistość okazała się inna, bo połączenia nie zgrywały się tak dobrze jak sądziliśmy, a do tego nagle się okazało, że Yarek ma się kilka dni przed planowanym wyjazdem pojawić w urzędzie we Lwowie. Koniec końców, on wyjechał w niedzielę rano, a ja dojechałam do Lwowa 2 dni później. Nie chciałam jechać zaplanowanym pociągiem, mimo, że bilety już zostały wykupione. Mam ogromny sentyment do Lwowa i zawsze chętnie tam jadę. Tym razem, aby nieco przyoszczędzić postanowiłam pojechać z przesiadkami przechodząc granicę pieszo ( więcej info o dojeździe do Lwowa tutaj ). Przed granicą, w Medyce specjalnie wstąpiłam do baru, kupić najtańszą kawę aby skorzystać z toalety. Co się okazało, za toaletę musiałam dopłacić jeszcze 2 zł ( chyba nie słyszeli o czymś takim jak darmowa toaleta dla klientów), a kawa była tak obrzydliwa, że i tak jej nie wypiłam. 10 minut później zauważyłam, że dla osób przechodzących granicę jest toaleta w budynku. Za darmo…

Przejście granicy pieszo zdecydowanie wygrywa z autobusami. Szybko i bezboleśnie skierowałam się do dworca autobusowego skąd pojechałam do Lwowa. Z Yarkiem umówiliśmy się przy Forum Lviv, mój autobus nie jechał w tamtą stronę, więc miałam okazję wykazać się swoimi wspaniałymi umiejętnościami ( czyt. prawie nikłą znajomością ukraińskiego i jeszcze gorszą orientacją w terenie) i dostać się tam bez jego pomocy. Trafiłam (!) nawet szybciej niż on 😉

Jak już kilkakrotnie wspominałam, Lwów to moje ukochane miasto, a krótki przewodnik możecie przeczytać tutaj. Zazwyczaj, jeśli jest taka możliwość to nocujemy u rodziny Yarka, tak było i tym razem. Akurat trafiliśmy na czas kiedy urodziły się króliczki. Jeśli ktoś nie jest pewny jak wyglądają wtedy te malutkie stworzonka to wyobraźcie sobie kilkucentymetrowe, śliskie, świnki morskie. Prawie takie same. Nasz pobyt we Lwowie głownie opierał się na kulinarnych doznaniach, więc odwiedziliśmy ulubione miejsca i poznaliśmy kilka nowych( Baczewskich, Kumpel). Wieczorem udało nam się wybrać do teatru. Była ładna muzyka grana przez orkiestrę, ciekawe kostiumy i wszystko po ukraińsku/ włosku. Cena za bilet to kilkanaście złotych, więc nie można wybrzydzać.

Ze Lwowa udaliśmy się do Kijowa pociągiem i byliśmy tam około północy. Zwykle w Kijowie mieszkaliśmy w Day&Night Hostel, który znajduje się zaraz przy dworcu kolejowym, jednak zupełnie nam się znudził i postanowiliśmy znaleźć coś tańszego. Wybór padł na OK Hostel, którego zupełnie nie polecam. 3-piętrowe łóżka, trwa remont, więc trochę syf, WIFI nie działa. Jeszcze jako osoba zupełnie nie mogąca spać na górze, rezerwując wybrałam 2 dolne łóżka. Na miejscu okazało się, że dosyć że nie ma wolnych na dole to jeszcze musimy spać w osobnych pokojach, a dodatkowo doliczają 30 hrywien za osobę za pościel. Na szczęście to była tylko jedna noc.

Śniadanie zjedliśmy w miejscu serwującym pyszne i ogromne śniadania. W cenie 98 hrywien (do godz 12) dostaniecie wybrane danie z karty oraz zestaw przekąsek, kawę i wodę. Porcja nie do przejedzenia za 13 zł ! Dokładnie tutaj.

DSC_0444 PS.jpg

Spotkaliśmy się jeszcze z siostrą Yarka, która zgodziła się zabrać nasze kurtki, abyśmy w Emiratach podczas 30 stopniowej temperatury nie musieli ze sobą targać wszystkich klamotów 😉 Zdecydowanie to ułatwiło sprawę. Lot do Dubaju to 5h z życia – na szczęście w nocy, więc i tak się śpi. Przylecieliśmy o 2 w nocy czasu lokalnego, więc przesiedzieliśmy do 5 na lotnisku, korzystając z oferowanego darmowego WIFI. Potem ruszyliśmy autobusem na dworzec, aby jak najszybciej znaleźć autobus do Abu Dhabi – pierwszego miejsca, które planowaliśmy zwiedzić.

Autobusy są podzielone na dwie strefy – dla kobiet i dla wszystkich. Kobiety mają prawo przebywać w tej drugiej, natomiast Panom zabrania się w przebywania w tej pierwszej. Bardzo fajna sprawa kiedy wokół mnóstwo facetów i nie chce się obok nich siedzieć. Tak więc, jako, że za pierwszym razem nie wiedziałam, że mogę przebywać z Yarkiem w jednej strefieб siedziałam sobie wśród innych kobiet kilka metrów dalej i czytałam całkiem długą listę kar za różnego rodzaju „występki”.

Przybyliśmy na dworzec nieco wcześnie, pierwszy autobus podobno odjeżdżał o 8:30 czyli mieliśmy ok 1,5h wolnego czasu. Postanowiliśmy się przejść do wybrzeża, które znajduję się kawałek dalej. Mimo, że słońce wstało chwilę wcześniej to już grzało niemiłosiernie. Już o 8 rano stałam w sklepie w kolejce po wodę. Gdy przyszliśmy po 8 na miejsce planowanego odjazdu przeżyliśmy szok. Kolejka składająca się z kilkudziesięciu mężczyzn ustawionych do autobusu jak dzieci w przedszkolu. Różnicą był tylko zdecydowanie większy zarost na twarzy i brak odblaskowych kamizelek. W drugiej kolejce stały kobiety lub pary (a tak naprawdę po prostu sami turyści). Dochodziła godzina 9, a kolejki rosły, za to autobusy stały nadal. Kierowca (z Kenii, podsluchalam jego wcześniejszą rozmowę:)) powiedział, że kierownicy dworca nie dają kierowcom pozwolenia na start. Nie mam pojęcia jaki był powód, ale zastanawiałam sie czy nie zapytać się go przy okazji czy nie zna kogoś kto nas przenocuje miesiąc później w Kenii. Yarek twierdził, że chcą nas wywieźć do wydobywania ropy naftowej, ale ja i tak wiedziałam, że większego pożytku by ze mnie nie mieli. To arabskie żarcie nie szczególnie mi pasuje, więc albo bym szybko umarła albo musieliby mi przywozić pierogi.

Z dworca autobusowego w Abu Dhabi postanowiliśmy na nogach dotrzeć do naszego hotelu. Komunikacja miejska nie jest tak dobrze rozwinięta jak w Dubaju, a pieniądze wydane na taksówkę woleliśmy gdzieś przejeść. Dojście zajęło nam tylko godzinę w upale (ale w długich spodniach i w czarnej bluzie w moim przypadku- nie miałam się gdzie przebrać, a kolana i ramiona muszą pozostać zakryte). Biorąc pod uwagę pot spływajacy z czoła i rozmazany wczorajszy makijaż, nieco niekomfortowo się poczułam wchodząc do naszego hotelu. Dla tych co jeszcze nie wiedzą, choć zadbałam o to by prawie każdy z moich znajomych i rodziny wiedział, to zarezerwowałam pokój z WIDOKIEM i BASENEM NA DACHU w 4*hotelu. W końcu kiedyś trzeba być księżniczką. Cena była korzystna biorąc pod uwagę kody i zniżki, które miałam. Do tego niestety zostały doliczone jakieś podatki, VATy, obsługa i pewnie jeszcze gwarancja ładnej pogody, które stanowiły 1/4 całkowitej kwoty. Kiedy weszliśmy do pokoju zdziwiłam więc jego wielkością. Aż chciałam otworzyć drzwi od łazienki by sprawdzić czy jest tam jakaś dalsza część. Byłam w trakcie robienia kursu fotograficznego, ale nikt mi nie powiedział, że da się aż tak powiększyć pokój na zdjęciach. A widok z okna mnie faktycznie powalił. Mieliśmy „świetny” widok na wieżowce przed nami i dużą, ruchową ulicę. Niby jedna noc, ale stwierdziłam, że tak nie będzie, a co! Kazałam Yarkowi czekać, a sama zeszłam na recepcję zamienić pokój. W końcu też pracowałam w hotelarstwie i wiem, że jak gość jest niezadowolony, to recepcjonista musi poruszyć niebo i ziemię, żeby zła opinia nie trafiła na bookingu.

Udało się zamienić pokój na jedno piętro wyżej i kawałek dalej, a więc tym razem oprócz wieżowca i ulicy, widzieliśmy kawałek morza oraz ptasią kupę na środku okna. Czekaliśmy na zmianę pokoju godzinę, więc dałam sobie spokój z kolejnym schodzeniem w dół. Basen też nie powalił na kolana, bo przypominał kilometrowy brodzik dla starszych osób, a nad wszystkim czuwał jakiś śmieszny facet. Nie wyobrażam sobie wejścia do wody kiedy taki gość obserwuje każdy twój ruch, więc w końcu nie skorzystaliśmy. W pokoju od razu rzuciliśmy się na chipsy, m&m’sy i misie haribo w malutkich opakowaniach, które leżały ma stoliku. Gdy Yarek odkrył mini barek w szafie od razu kazałam nie ruszać – w końcu wychowałam się ma amerykańskich filmach, a tam za mini barek zawsze się płaci. Yarek wciąż pozostawał niepewny, więc poszukałam cennika, żeby mu pokazać. Kiedy zobaczyłam na liście te wszystkie rzeczy, które leżały rozpakowane, aż mnie zatkało. Każde z tych mini opakowań kosztowało 18 dirhamów, czyli ponad 20 zł. W sumie ponad 80zł za żarcie, które w sklepie obok kosztowałoby nas 10zł. Płakać mi się chciało, no bo jak mogłam się tak dać oszukać! Z drugiej strony, kto do cholery ustawia płatne przekąski, na stoliku? Ja też pracowałam w wysokiej klasy apartamentach i wszystko było wliczone w cenę. A to podłe araby! Dosyć, że ropy tyle mają, to jeszcze każą płacić za kilka żelek. A one nawet dobre nie były.

Skończyło się na porządnej nauczce na przyszłość, a także żartach czy np policzą nam dodatkowo za użycie ręcznika, szamponu, szlafroka itd. =) Kiedy stwierdziliśmy, że aż tak daleko może się nie posuną, to nałożyłam tyle odżywki na włosy ile się dało. W końcu trzeba było sobie zrekompensować te dodatkowe kwoty, które przyjdzie nam zapłacić z depozytu.

Czasu w Abu Dhabi mieliśmy niewiele więc wykosztowaliśmy się na taksówkę do meczetu Sheikha Zayeda. Znajdował się on dość daleko, ale wstęp darmowy więc nawet te 30 dirhamów było tego warte. Każda kobieta, która jest ubrana nieodpowiednio dostaje abaje na czas zwiedzania. Meczet jest jednym z największych na świecie, posiadającym aż siedem żyrandoli z kryształów Svarowskiego, w tym jeden z nich jest największym żyrandolem na świecie. Wykonany z białego marmuru, posiada także największą kopułę na świecie. W skrócie – ogromny, piękny i drogi, a przy tym można oślepnąć od odbijanego zewsząd słońca. Trzeba pamiętać o tym, że w meczecie chodzi się bez butów, więc wcześniej należy sprawdzić ewentualne dziury w skarpetkach co by wstydu nie zaznać;)

DSC_0462_1

DSC_0465_1

DSC_0485 PS

DSC_0496 PS

DSC_0539 PS

DSC_0569_1 PS

DSC_0479_1 PS

Następnie taksówką udaliśmy się na plażę. Prosiliśmy o wyrzucenie pod tą publiczną, aby nic dodatkowo nie płacić, ale chyba się nie dogadaliśmy. W każdym razie zanim przeszliśmy na tą właściwą, to słońce zdążyło zajść i Yarek nie mógł się wykąpać ( po zachodzie słońca obowiązuje zakaz kąpieli). Co ciekawe, na plaży nie można również fotografować, ale można sobie zrobić selfie – tak powiedział ochroniarz, który przemierza plaże i informuje turystów niedoinformowanych jak ja. Niestety (dla niego ) spotkał mnie za późno i już zdążyłam mieć wystarczająco dużo zrobionych zdjęć aby nie musieć się tym przejmować.

DSC_0597 PS

DSC_0604 PS

DSC_0605 PS

DSC_0614_1_1

Jako, że niezdrowe przekąski, kosztowały nas sporo, to postanowiliśmy zadowolić się tylko miejscową shawarmą na kolację. Yarek znalazł się w kebabowym raju, ja niekoniecznie 😉 Jednakże co by nie powiedzieć o naszym pokoju, łóżko było tak wygodne, że następnego dnia przez 30 min tylko leżałam wiedząc, że i tak czasu mamy mało, a tu jeszcze trzeba zobaczyć Emirates Palace. To hotel, który nieoficjalnie ma 7* jako, że tak bardzo odbiega od standardu hoteli 5*. Właśnie w tym miejscu znajduje się Le cafe gdzie można napić się słynnego Gold Cappuccino, serwowanego ze złotą posypką. Ta przyjemność kosztuje prawie 100zł i jest dress code, którego trzeba przestrzegać jeśli chce się tam pójść. Zgodnie z moim marzeniem aby zaznać nieco „dobrobytu” chciałam się wykosztować na to, ale nadal pamiętałam o tych drogich łakociach z hotelu.

DSC_0617 PS

DSC_0618 PS

DSC_0634 PS

Wróciliśmy z powrotem do Dubaju gdzie transport publiczny zdecydowanie ułatwia przemieszczanie się. Bez problemu, szybko dostaliśmy się do hotelu. Znajdował się on w dzielnicy pełnej budek z lokalnym jedzeniem, a wokół mnóstwo supermarketów i stacja metra. Pokój jasny (i tańszy !!) z widokiem na ścianę budynku 2 metry dalej ( ale nikt nie mówił, że widok będzie ładny). W metrze tak jak w autobusach, również jest wydzielona specjalna strefa dla kobiet,a także są kary za spożywanie jedzenia i napojów oraz żucie gumy. Zwiedzanie Dubaju chcieliśmy zacząć od plaży (aby się wykąpać- kolejna próba), a także zobaczyć Burj al Arab. Nie wszyscy wiedzą, że architekt go projektujący zrobił małego psikusa. Jeśli zobaczyć zdjęcie ze strony morza to można ujrzeć wielki katolicki krzyż 🙂 Dlatego wszystkie pocztówki z Burj al Arab są robione z boku gdzie przypomina żagiel. Niestety, znowu dotarliśmy po zachodzie słońca, więc Yarek został niepocieszony. Próbowałam wykorzystać śmietnik na plaży jako statyw do aparatu – efekt nie jest taki jak oczekiwałam, więc też byłam trochę niezadowolona.

DSC_0649

[wpvideo RzwGpCCb]

Następnie udaliśmy się do Dubai Mall gdzie znajdzie się chyba najdroższe możliwe marki, a także wielkie Akwarium. Z niego jest też świetny widok na Burj Khalifa i pokaz fontann, który odbywa się od godziny 18 co pół godziny. Naprawdę spektakularne i warte zobaczenia! Mieliśmy początkowo w planie wyjechanie na 124 piętro, czyli nie na sam szczyt Burj Khalifa, ale ceny 150 zł za osobę to według mnie dość wygórowana cena skoro za niedługo pewnie będzie kolejny, inny najwyższy budynek na świecie 🙂 Jednym z większych problemów natomiast okazało się jednoczesne kręcenie krótkich filmików i robienie zdjęć, zdarzało się że jednocześnie czasami trzymałam w górze i aparat i telefon.

DSC_0684

DSC_0689_1

DSC_0717

Następnego dnia na zwiedzanie Dubaju mieliśmy czas tylko do 14, bo po tej godzinie mieli nas odebrać z hotelu na wycieczkę po pustyni. Około godzina minęła nam rano chcąc zrobić odprawę online żeby nie robić tego na lotnisku – tanie linie biorą za to kilkadziesiąt euro ! Nie udało nam się, ale poprosiliśmy siostrę Yarka, aby zadzwoniła na infolinię Ukrainian Airlines.

Ruszyliśmy na kolejny cel – Dubai Miracle Garden, który ujął mnie swoimi zdjęciami na Instagramie. Dojechaliśmy metrem na Mall of Emirates a tam jako, że zaczynało nam brakować czasu wzięliśmy taksówkę. Co ciekawe w okolicy tego parku nie ma nic, sam piach, nawet drzewa brak, tak chyba będzie wyglądał kraj jak zabraknie ropy. Byłam pewna, że skoro park – to pewnie jest za darmo, a tu niespodzianka, prawie 50 zł za wejście. Tu się pojawił problem ponieważ nie wymieniliśmy wystarczająco pieniędzy i było nas stać tylko na jeden bilet. Yarek powiedział żebym szła sama, i nawet jeśli czułam się z tego powodu okropnie to bez sensu było przyjeżdżać tutaj taksówką jeśli żadne z nas by nie weszło. Stwierdziłam, że postaram się zrobić tyle zdjęć, że jak je zobaczy to poczuje się jakby tam był 🙂

DSC_0728

DSC_0737

DSC_0740

Ogród ładny, ale dość mały, więc nie jestem pewna czy warty tylu pieniędzy. Chyba każdy musi ocenić sam, jednak myślę, że mężczyźni chętniej te pieniądze wydadzą na shawarmę niż będą oglądać kwiatki.

Chcąc z powrotem wrócić na stację metra potrzebowaliśmy taksówki, autobus jeździł chyba tylko od godziny 14. Zostało nam 35 dirhamów, a do parku dojechaliśmy za 30, problemów nie powinno być, a jednak. Taksówkarze twierdzili, że droga powrotna wiedzie inaczej, jest dłuższa i wyjdzie drożej, ok 60 dirhamów. To była kiepska wiadomość, bo było po 12 a samym metrem jedzie się ponad 30 min. Zaczęliśmy iść na nogach, ja w myślach już obmyślałam kogo prosić o podwiezienie. A tu nagle zatrzymał się, ten sam który proponował 60 teraz zgodził się na wszystko co mamy czyli 35. Da się? Da się. Trzeba było powiedzieć, że mamy tylko 20. Wymieniając pieniądze w Mall of Emirates mieliśmy szansę zobaczyć stok narciarski za szkłem, w którym jest -4 stopnie, a w środku sobie chodzą pingwiny. Niektórym to się jednak powodzi.

DSC_0747.JPG

Gdy w hotelu podłączyliśmy się do WIFI i otrzymaliśmy wiadomość, że podobno odprawę robi się bezpłatnie na lotnisku, szkoda, że nie znaliśmy tej informacji wcześniej, to moglibyśmy zaoszczędzić nieco cennego czasu.

Podjechał po nas Land Cruiser 4×4. Yarek usiadł z przodu, przy kierowcy, a mnie przypadło miejsce w tyłu razem z 50 letnimi muzułmankami, które co chwila bekały i nie wydawały się ani trochę zawstydzone. Podwieziono nas do miejsca gdzie za dodatkową opłatę można pojeździć na quadzie po wydmach, a potem mieliśmy wspaniałą przejażdżkę autem po pustyni. Rzucało tymi babkami po całym aucie, więc co chwilę byłam obijana. Wrażenia niesamowite, to jak auto potrafi się na skraju wydmy zatrzymać by gwałtownie zjechać w dół jest nie do opisania! Potem mieliśmy chwilę aby wyjść, porobić zdjęcia o zachodzie słońca. Yarek, któremu nie udało się wykąpać w Zatoce Perskiej ani razu stwierdził, że musi sobie to nadrobić i turlał się z wydm niczym dziecko. Nie chcę nic mówić, ale piasek to on nosił ze sobą nawet po powrocie.

DSC_0761

DSC_0775

DSC_0784
DSC_0819
DSC_0828 PS
[wpvideo DHvamUyS]

Pojechaliśmy do obozu beduinów gdzie można było się przejechać na wielbłądzie i spróbować shishy, a potem czekały na nas przekąski i pokazy tańca. Głodni prawie od razu rzuciliśmy się na jedzenie, Yarkowi do gustu przypadła słodka herbata z mlekiem, a ja zrobiłam sobie malunek henną a dłoni.

DSC_0835

DSC_0838

Gdy możliwie się najedliśmy, było już ciemno, a ja chciałam pojeździć na wielbłądzie skoro jest taka okazja. Kiedy podeszłam bliżej i zobaczyłam jakie te zwierzęta są wysokie i mają takie chude, długie nóżki, które wydają się zupełnie niestabilne, to od razu mi się odechciało. Byliśmy chyba ostatnimi chętnymi, bo wielbłądy miały się już chyba zbierać. Chciałam, żeby to sam Yarek pojeździł, ale facet powiedział, że muszą być dwie osoby. Kiedy Yarek zarzucił nogę na garb usłyszeliśmy trzask rozdzieranego materiału. To były spodnie Yarka – a wcześniej mówiłam o tym, że to chyba moje pękną. Usiadłam niechętnie z tyłu i jak tylko wielbłąd się podniósł to od razu wiedziałam, że to zły pomysł. Trzymałam się każdą częścią ciała która dotykała tego zwierzęcia. Wielokrotnie myślałam, że spadnę lub wielbłąd straci równowagę i przewróci się przytrzaskując mi nogę. O ile stał to było w porządku a z każdym jego krokiem czułam jak coraz bardziej zaciskam nogi. Widział ktoś jak wstaje i siada wielbłąd? Ja przed tym nie widziałam, poczułam to dopiero na własnej skórze. MASAKRA! Najpierw wstaje tylnymi nogami więc leci się gwałtownie do przodu, a potem wstaje przednimi. Przy siadaniu podobnie, a gdy nasz wielbłąd zaryczał, a potem niespodziewanie usiadł to już myślałam, że coś poszło nie tak. Podobno miał jakieś problemy z nogami i mieliśmy usiąść na innym. Przerażenie w oczach, ale wszyscy nalegali więc usiadłam znowu, tym razem przynajmniej wiedziałam co mnie czeka. Yarek cały czas nagrywał, a ja się zastanawiałam czy się nie boi, że spadnie. Z oddali słyszałam arabską muzykę i wiedziałam, że właśnie trwa pokaz tańca brzucha. Trudno, jak Yarek nie zobaczy półnagiej, tańczącej kobiety to nic się nie stanie. Pewniejsza wytrzymuję kolejne minuty, a potem dumna schodzę, że mi się udało bez płaczu. Z ziemi wielbłądy wydają mi się dużo przyjemniejsze, więc zrobiłam sobie z nimi selfie.

DSC_0844

[wpvideo eWFz2iiR]

Wróciliśmy na ostatnie chwile tańca, przed nami był jeszcze bufet i Fire Show. Z jedzenia smakują mi tylko sałatki, ale następnego dnia już będziemy w Kijowie, więc znowu się najem na śniadanie. Po powrocie wstąpiliśmy do supermarketu i obładowałam się w tanie arabskie olejki i kremy. Na lotnisku czekaliśmy kolejne godziny do lotu i po kilku godzinach jesteśmy w Kijowie. Różnica temperatur wyniosła „tylko” 40 stopni. Z prawie 30 stopniowych Emiratów przybyliśmy do Kijowa, który powitał nas kupą śniegu. Przed wyjazdem kupiłam kilka par skarpetek – kto nie skorzysta kiedy para skarpet za prawie 1,5 zł?

Przyjechaliśmy do równie zimnego Lwowa. Nasze kurtki przeznaczone raczej na temperatury powyżej 5-10 stopni na plusie, ale nie narzekaliśmy – zamarzły nam usta. Następnego dnia rano czekał nas pociąg do Przemyśla i chyba jako jedyni nie przewoziliśmy żadnego alkoholu czy papierosów. Względnie szybko dojechaliśmy do Krakowa, a tu już skończyła się nasz przygoda 😉

Inne posty o Zjednoczonych Emiratach Arabskich :
Jak byłam księżniczką w Zjednoczonych Emiratach Arabskich?
 

Podobało się ? Udostępnij innym !

Mam na imię Klaudia i od kilku lat stale podróżuję do coraz to nowych miejsc. Od pewnego czasu żona Yarka i wspólnie przemierzamy ten wspaniały świat. Pasjonatka fotografii i szukania tanich lotów, nieustannie planując nowe podróże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *