dsc 0789 11 1 1140x755 - Na krawędzi nigdy
Europa

Na krawędzi nigdy

Nikt nie chce dla mnie tego, czego sama chcę. To jakby żyć na wolności i nie wybierać zwykłej drogi, tylko tą którą ktoś dla Ciebie zaprojektował. Nikt z nich nie chce wyjść z bezpiecznej strefy i zrobić coś ze mną, ponieważ to nie jest coś, co robi większość ludzi.

Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Liceum, potem maturę trzeba zdać, a następnie studia. Licencjat, potem magisterka i w międzyczasie znajdź sobie męża, żebyś mniej więcej po studiach urodziła dziecko. Może być trochę później jeśli chcesz robić karierę, ale tak przed trzydziestką. Urlop raz do roku, gdzieś gdzie jest ciepło, żeby odpocząć od pracy którą masz na co dzień.

W czasie liceum planowałam być architektem, geodetą, dermatologiem i bóg wie kim jeszcze. Nie miałam pojęcia co chcę robić w życiu, bo każdy wybór w końcu wydawał się nieodpowiedni. Nudny albo kompletnie nie pasujący do moich umiejętności. Chciałam pchać się na studia techniczne podczas gdy z przedmiotów ścisłych byłam noga. W końcu po takich znajdzie się najlepszą pracę, więc jeśli tylko się dostaniesz to już właściwie jesteś bogaty.

Kiedy wpadł mi pomysł studiowania w Anglii, poczułam ulgę. Sam kierunek nie był już taki ważny, aplikowałam na ochronę środowiska, czy języki w biznesie. Było mi obojętnie na co się dostanę, w końcu nie czułam się mocna w żadnym z przedmiotów. Sam fakt studiowania gdzieś indziej niż w rodzinnym Krakowie wydawał się ekscytujący, inny, wyjątkowy. Poczułam, że jeśli się dostanę, to obojętnie jaki kierunek skończę, to i tak  będzie to duży wyczyn. Studiów nie zaczęłam, zostałam opiekunką do dziecka, kilka miesięcy przeminęło i dopadło mnie znużenie. Trochę wyjeżdżałam jak się dało, ale na co dzień nie robiłam nic interesującego. Nawet z piżamy czasem nie wychodziłam, bo dziecko jak cię pobrudzi to będzie mu obojętne czy masz na sobie szlafrok czy jedwabny sweter, grunt żeby można było się powycierać.

Czułam się jak ci wszyscy ludzie, którzy wyjeżdżają do jakiegoś spokojnego miejsca aby pomyśleć nad sobą. Byłam sama, bez znajomych wokół, wszyscy zaczęli studia, a ja utknęłam w małym mieście koło Birmingham. W ciągu trzech miesięcy przeczytałam prawie 250 książek, bo prawie nie wychodziłam z domu podczas zimy, a atrakcji było niewiele. Żyłam życiem bohaterek książek, a potem w końcu się obudziłam. Taki kubeł zimnej wody kiedy zdałam sobie sprawę, że wracam do Polski dwa miesiące później i muszę zdecydować co dalej.  Bałam się jak cholera. Do tego czasu robiłam to czego ode mnie oczekiwano, co było trzeba. Moja roczna przerwa była moją pierwszą samodzielną, poważną decyzją dotyczącą mojego życia i nie wiedziałam co dalej. Tak bardzo brzydziło mnie wszystko to co pospolite.

Podczas mojego „gap year” trochę podróżowałam, korzystałam z couchsurfingu, poznałam mnóstwo ciekawych ludzi. Chciałam być taka sama jak oni: INTERESUJĄCA, pełna PASJI,  robiąca coś innego niż inni moi znajomi. Wystarczyło, że doznałam kawałka tego podczas mojej przerwy i już wiedziałam, że to jest dla mnie odpowiednie. To się wydawało właściwe. Czułam mdłości o pracy biurowej od poniedziałku do piątku w tych samych godzinach, wyjeździe raz czy dwa razy do roku na tydzień.  Od tamtego momentu nie chciałam stać w miejscu dosłownie i w przenośni. Ciągłe wyjazdy pozwalają mi nie tylko poznać inną kulturę, ludzi. To takie poznawanie siebie, swoich ograniczeń i walka z samym sobą. Kocham nowe widoki i ich fotografowanie by uwiecznić te chwile, bo wiem że patrząc na zdjęcie będę potrafiła sobie przypomnieć co wtedy czułam. Moje albumy na zdjęcia to taki wehikuł czasu, który pozwala mi się cofnąć do myśli, które miałam kiedyś. Mogę porównać siebie z tamtych czasów oraz obecną i widzieć jaka jest różnica ( nie mówię tylko o zmarszczkach). Staram się próbować nowych rzeczy mimo, że czasami trzeba mnie do nich zmusić ( ostatnia jazda na wielbłądzie nocą –  to słodkie, wysokie bydlę to na pewno kuzyn żyrafy). – i być może już ich więcej nie doświadczę, bo wiem, że to nie dla mnie. Wiem, że kiedyś wolę żałować, że spadłam z tego wielbłąda niż, że nigdy na nim nie jeździłam ( nie dotyczy wściekłych byków). Chcę robić te wszystkie dziwne rzeczy, których nie robi nikt wracając zmęczony o 17 z pracy. Chcę co chwile zajmować się czymś innym, tworzyć i cieszyć się z efektów.

Społeczeństwo jest nastawione na utarte schematy, tak samo jak i rodzice, którzy uważają je za bezpieczną opcję na dobre życie. „Skończ dobre studia to znajdziesz dobrą pracę, męża też znajdź” Wszystko co niekonwencjonalne oznacza ziemię nieznaną, która nie wiadomo do czego zaprowadzi. Najgorsze są oczekiwania osób na których ci zależy, bo o ile masz gdzieś co powie sąsiadka z parteru, to przykro się robi kiedy wydaje się, że nie spełniasz wymagań idealnej córki / wnuczki/ wstaw inne.

Przez ostatnie 3 lata zwiedziłam 24 kraje, niektóre z nich kilkakrotnie. Jechałam koleją transsyberyjską; leciałam balonem nad Kapadocją ( co kiedyś wydało mi się czymś nierealnym nie tylko patrząc na cenę ); byłam w Emiratach choć zwykle twierdziłam, że się boję muzułmanów; pływałam w lodowatym Bajkale i widziałam płonące skały w Azerbejdżanie. Wielokrotnie samotnie podróżowałam po Europie. Spełniłam kilkadziesiąt punktów z mojej „Listy do zrobienia przed śmiercią”.  Zaszłam tak daleko, że wiem, że jestem stworzona do czegoś większego niż ciągła praca w jednym miejscu. Nie chcę aby mój urlop był „przerwą” od dotychczasowego życia, lecz nudne momenty, które się trafią.

Chcę być żywa, ale dla siebie, nie dla innych.

Podobało się ? Udostępnij innym !

Mam na imię Klaudia i od kilku lat stale podróżuję do coraz to nowych miejsc. Od pewnego czasu żona Yarka i wspólnie przemierzamy ten wspaniały świat. Pasjonatka fotografii i szukania tanich lotów, nieustannie planując nowe podróże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *