dsc8252 1 1 1 1140x1710 - Podróże z Instagrama
Europa

Podróże z Instagrama

Jestem posiadaczką konta na Instagramie i większość moich obserwowanych kont dotyczy zdjęć z najładniejszych miejsc na ziemi lub blogów podróżniczych z ciekawymi zdjęciami.
Pomijam to, że większość zdjęć z różnych zakątków to efekt drogiej lustrzanki i dobrego odrabiania zdjęć. Czasami patrzę na obraz miejsca w którym byłam i widzę jak bardzo podkręcono nasycenie, ostrość i barwy. Zdarza się że reklama, która znajdowała się w którymś miejscu, cudownie znika. Nie mówię, że wszystkie zdjęcia są przerabianie, a aparat sam robi zdjęcie, bo wiem, że znalezienie dobrego kadru i ustawień to tylko i wyłącznie umiejętności fotografa. Ale trzeba przyznać, że takie zdjęcia robią smaka na podróże. Potem przyjeżdżasz i zastanawiasz się czy to ujęcie, które widziałeś to na pewno to samo miejsce.
Druga sprawa to zdjęcia popularnych blogerek. W najdroższych hotelach, modnych ciuchach i o nieskazitelnym wyglądzie. Każde zdjęcie z Paryża jest robione na balkonie, stoliczek nakryty kawą, sokiem pomarańczowym i rogalikiem, a w tle widnieje Wieża Eiffle’a. Jeśli to wyjazd do Ameryki Południowej czy Indonezji to koniecznie basen z widokiem. Będąc w Kuala Lampur trzeba zrobić sobie zdjęcie z widokiem z hotelowego pokoju, tylko z najwyższego piętra i tylko jeśli stoisz tyłem do obiektywu.
Czasem jednak, wszystko dobrze dopisze, pogoda idealna, pobudka o świcie, więc każdy normalny śpi i jest – „Książkowe” zdjęcie. Jestem dumna, zadowolona, a potem publikuję w sieci i próbuję odróżnić moje od innych. Jest takie same, to dobrze prawda? Przecież o to chodziło. Jeśli chodzi o same krajobrazy to zwykle jest ok, ale czy zdjęcie gdzie sam wybierasz kadr, nie jest bardziej niesamowite?
Początkowo te zdjęcia imponują, pokazują charakterystyczną cechę danego miejsca. Po prostu chce się tam być. Przeglądając instagram w końcu nie wiesz czy przeglądasz w kółko jeden profil bo kadr wiecznie ten sam, tylko łeb inny. Blogerki podróżnicze, które współpracują z różnymi firmami i hotelami czasem mają tylko niewielki swój nakład finansowy, a resztę mają sponsorowane. Liczy się to, że potem zdjęcie ujrzą miliony ludzi, którzy zapragną tego samego. Taka o, dobra reklama.
W rzeczywistości, aby w każdym mieście, które się odwiedza, robić zdjęcia ma podstawie popularnych kont to trzeba by:
a) zarabiać 3 razy więcej niż w rzeczywistości
b) mieć wpływ na pogodę(a czasami przedłużyć zachód słońca i te kilkanaście minut, ustawienie aparatu to nie taka prosta bajka)
c) pozabijać czasem setki turystów, które psują zdjęcie i sprawiają, że np. Taj Mahal nie wygląda jak świątynia na końcu świata do której nikt nie dociera.
Od kilku miesięcy też wciągnął mnie ten idealny świat. Chciałabym mieć i robić zdjęcia, które pokazują na portalach, w gazetach. W końcu skoro inni mogą to czemu nie ja? A potem stoję w Parku Guell w Barcelonie, próbuję sfotografować kolorowe płytki i zastanawiam się czy jeśli utnę tym wszystkim turystom głowę to wreszcie będę miała ten idealny kadr.
Czasem przeglądam zdjęcia z poprzednich podróży, widzę zdjęcia spontaniczne, „nie idealne” kiedy mam na sobie niedobrane kolorystycznie ciuchy, jestem nieumalowana (lub rozmazana) i nie jest to zdjęcie, które któraś z blogerek by wstawiła na swój profil. Czasem to te fotografie pokazują najlepsze wspomnienia, są bardziej realistyczne i prawdziwe. A chyba o to właśnie chodzi, aby się czymś odróżnić od innych kiedy podróżować może każdy.
Nie twierdzę, że nigdy już nie będę robić zdjęć popularnych miejsc, bo często ten kadr, który jest tak rozpoznawalny jest tym najlepszym. Myślę natomiast, że warto postarać się znaleźć coś pięknego w tych zdjęciach, które na pierwszy rzut oka nie wydają się tymi właściwymi, a nie podążać za innymi jak ten baranek =)

Podobało się ? Udostępnij innym !

Mam na imię Klaudia i od kilku lat stale podróżuję do coraz to nowych miejsc. Od pewnego czasu żona Yarka i wspólnie przemierzamy ten wspaniały świat. Pasjonatka fotografii i szukania tanich lotów, nieustannie planując nowe podróże.

Jeden Komentarz

  • Powsinoga

    Trochę się początkowo zaperzyłam, bo jak to?! Przecież są turystyczne miejsca gdzie o czwartej nad ranem nikogo nie ma, że przecież czasami kolory to kwestia nieziemskiego, zastanego światła, że z wieżą Eiffla to ja nie mam zdjęcia, a potem przyszło olśnienie. Nie jestem blogerką z Instagrama, nikt mi nie zapłaci za kawę z automatu na dworcu w Kownie, a w Paryżu to nawet nie byłam. Ale też zazdroszczę niektórym zdjęć i to mnie inspiruje. Skoro oni mogą, to ja też! Chwytam chwilę w obiektyw i dzielę się z innymi. Tak po prostu. A jak już będę stara, bogata i gnuśna (na razie to pierwsze odhaczam), to podciągnę we wszystkich fotkach nasycenie, bo kto bogatemu zabroni. Fajny wpis, pozdrawiam ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *