portugalia30 1 1140x755 - Portugalia, Portugalia, Portugalia ach to ty!
Portugalia

Portugalia, Portugalia, Portugalia ach to ty!

Pierwsza planowana podróż do Portugalii miała mieć miejsce 1,5 roku temu. Były bilety, był zapał, było wielkie planowanie. Potem także rozczarowanie i smutek, gdy okazało się, że Yarka z pracy nie puszczą. Od tego czasu pragnienie podróży do tego kraju wciąż we mnie siedziało i mimo dalekich podróży, ten pociąg do Portugalii rósł coraz bardziej.

Postanowione!

Gdy nadszedł koniec września, już zaczęło mi dokuczać za długie siedzenie w kraju. Przez ostatnie pół roku byliśmy w Emiratach, Kenii, Katarze, Izraelu, w Czechach, spędziłam urodziny w Rzymie i byłam na festiwalu w Budapeszcie. A, na Ukrainę też kilka razy wyskoczyliśmy. Więc kiedy przez miesiąc siedziałam na tyłku w Warszawie bez zaplanowanej podróży to było pewne, że nie uda mi się wytrzymać.

Może Barcelona jeszcze raz? Już byliśmy. Wrócimy, ale to nie ten czas. W myślach wciąż tliła się nadzieja o Portugalii. Nie mógłby to być 2 czy 3 dniowy wyjazd, bo ona zasługuje na to by ją poznać, a bilety na takie krótkie wypady do jednego miasta były po prostu drogie. Za 170 zł w dwie strony znalazłam bilety na Lizbone oraz Porto na 5 dni. Serce mocniej bije, telefon do Yarka, lecimy.

Jaka jest Lizbona?

Gdy w centrum miasta wysiedliśmy z metra, ledwo przeszliśmy krok, a już nam proponowano narkotyki. Śmiało zmierzaliśmy do miejsca gdzie spróbujemy Ginjinha, czyli wiśniówki z całymi wiśniami. Wokół malutkiego lokalu było pełno ludzi popijających czerwony trunek, więc i my nie byliśmy gorsi. W końcu tuż 16ta, więc trzeba się czegoś napić;) Narkotyki w trakcie naszego pobytu w tym mieście proponowano nam tyle razy, że normalny człowiek po prostu by się zgodził dla świętego spokoju.

Obraz może zawierać: 3 osoby, uśmiechnięci ludzie

W Lizbonie jest mnóstwo punktów widokowych na miasto. Czasami są tak blisko siebie, że robione zdjęcia przedstawiają się niemal identycznie. warto zobaczyć każdy, wybrać swój ulubiony i tam napić się kawy, jako, że często znajdują się tam również kawiarnie. Dobry widok na początek dnia. Miasto ma bardzo nierówny teren, mnóstwo górek i spadków, chociaż patrząc na to jaka wymęczona chodziłam to szliśmy chyba tylko pod górkę 😉 Szczerze współczuję wszystkim matkom z dzieckiem, bo ciągnięcie wózka nie będzie takie łatwe.

Hostel, o ile blisko centrum, to niestety nie miał w opisie informacji, że maksymalny wzrost gości to metr pięćdziesiąt. Stworzony głównie z myślą o karłach i małych zwierzątkach domowych, miał drzwi gdzie futryna była na wysokości mojego nosa. Łóżko Yarka natomiast, na piętrze, w pokoju pod skosem, sprawiło, że wciąż mu się śni zamknięcie w małej klatce. Poza tym w porządku, na pewno jakieś małe liski byłyby zadowolone.

Najciężej było oglądać zdjęcia znajomych w słonecznym Krakowie, gdy ty z niepokojem patrzysz na niebo i myślisz „O Panie Deszczu, błagam, nie teraz!”. Ostatnie dwa dni w Lizbonie były pochmurne, deszcz nas witał często, z różną mocą, aż ostatniego dnia lało przez 5h. Unieruchomieni w kawiarni, patrzyliśmy jak wraz z wizją dalszego zwiedzania, upada nasza wizja suchych butów (parasoli brak, butów ma zmianę także).

A, i tramwaje sa naprawdę super! Trochę jak takie pchły na szynach, malutkie 🙂

Portugalia59Portugalia61Portugalia62Portugalia64Portugalia66Portugalia68

Najlepszą częścią Lizbony okazało się JEDZENIE. Pierwszego dnia, idąc przypadkowo obok grupy Polaków zauważyliśmy jak wchodzą do skromnie wyglądającej restauracji. Jako,że Polacy przepłacać nie lubią, to i ceny w restauracji pewnie są dobre. Faktycznie, ryby i dania główne za 6 euro? Brzmi nieźle. Wróciliśmy godzinę później, zamawiając rybę, owoce morza, wino. Na starter – oliwki w marynacie i chleb z lekko słonym masłem. Wszystko pyszne i świeże. Restauracja nazywa się Santa Rita i mieści się niedaleko zamku św. Jerzego. Drugiego dnia wrócilismy, a gdy chcieliśmy również trzeciego to się okazało, że w niedziele jest zamknięte 🙁

Słodkie pastel de nata, czyli mini tarta ze słodkim jajecznym puddingiem to absolutny hit, który kupowaliśmy kilka razy w ciągu dnia. Wiele przewodników zachęca do zjedzenia w Pasteis de Belem, czyli najpopularniejszego miejsca serwującego te pyszności. Ja twierdzę, że tak samo smaczne można znaleźć praktycznie wszędzie, za lepszą cenę, niż te 1,20 euro za sztukę.

Portugalia70

Tutaj z pomocą przychodzi sieć supermarketów Pingo Doce, czyli Jeronimo Martins (Biedronka, ach  Biedronka !), gdzie znajdziemy tanie i dobre jakościowo produkty. Wiele z nich ma swoje piekarnie, gdzie za 32 centy można sobie kupić takie ciastko ( czasem nawet ciepłe <3 ). Są tam pyszne sery, lokalne kiełbasy i owoce morza. Często z takich produktów robiliśmy sobie śniadanie lub kolację co by nie wydawać pieniędzy w restauracjach.

Drugiego dnia naszej podróży wyjechaliśmy poza stolicę na poszukiwanie pięknych plaż. Mimo beznadziejnej pogody Praia de Guincho zrobiła na Nas dość pozytywne wrażenie. W całej Portugalii fale są ogromne i wreszcie, pierwszy raz widzieliśmy je na własne oczy ! Cali przemoczeni, postanowiliśmy łapać stopa do Cabo da Roca. Blisko, tylko kilka kilometrów, więc wierzyliśmy we własne siły. Zostaliśmy podwiezieni tylko kawałek, ale za to przez bardzo sympatyczną parę – byli bardzo roześmiani nawet kiedy pod koniec facet rozwalił wsteczne lusterko.

Okolice Cabo da Roca to była jedna wielka mgła. Gdyby kierowca wysadził nas na jakimś polu i powiedział: ” Tu jest Cabo da Roca, najbardziej wysunięta część Europy Zachodniej.” – to moglibyśmy tylko smutno pokiwać głowami i szukać choć wierzchołka latarni morskiej. Na ostatnie minuty przed dojazdem, niebo się rozpogodziło i można było widzieć coś więcej niż czubek własnego nosa.

Portugalia53Portugalia48Portugalia55Portugalia50Portugalia51Portugalia52Portugalia54Portugalia57Portugalia56

A jak było w Porto ?

Przede wszystkim w hostelu mieściliśmy się w łóżkach, to tak na dobry początek. Znowu ściany na ukos, ale wolę Yarka z siniakami na głowie niż z klaustrofobią. I pogoda lepsza…dużooo lepsza!

W dzień przyjazdu do Porto już wybraliśmy się na spektakularny zachód słońca. Wsiedliśmy w pociąg i …okazało się, że TEN pociąg omija stację na której mieliśmy wysiąść i jedzie 2 dalej. Wysiedliśmy, był płacz, frustracja, ale postanowiliśmy skorzystać z plaży, która się natrafiła. Jak widać, chyba było warto !

Portugalia83Portugalia84Portugalia85Portugalia86Portugalia87

Plaża, na którą w końcu udało się dotrzeć kolejnego dnia ma malutką, XVII wieczną kapliczkę. Jest malownicza i cudownie było oglądać zachodzące słońce, zajadając się oliwkami z ukochanym.

Portugalia12Portugalia17Portugalia19

Porto okazało się dość małe, ciasne, gdzie prawie wszystkie ważne atrakcje znajdują się w niewielkiej od siebie odległości. Urocze azulejos (te małe błękitne płytki) na prawie każdym kroku, to gratka dla ludzi przed remontem łazienki ( żartuję, transport nie byłby taki tani ). Liczne wzniesienia są tu bardziej odczuwalne, więc można sobie pozwolić na jedno ciastko więcej. Zauważalny jest tu dużo większy porządek i czystość niż w Lizbonie, która w niektórych miejscach po prostu była zaniedbana i zaśmiecona. W mieście można zauważyć wiele starych domów, które są opuszczone. Widać, że miasto powoli remontuje budynki, bo turystyka od kilku lat jest coraz bardziej znaczącym sektorem w kraju.

Portugalia30Portugalia31Portugalia33Portugalia34Portugalia38Portugalia40Portugalia41Portugalia42Portugalia43Portugalia44Portugalia73Portugalia74Portugalia76Portugalia77

Porto w Porto

Jednym z moich marzeń było napicie się porto w Porto 🙂 Ciesze się, że się spełniło, tym bardziej, że oprócz pysznej butelki Porto Ferreira mieliśmy okazję spróbować porto u jednego z najpopularniejszych producentów – Porto Cruz. Słodkie, mocne i szybko uderza do głowy. Po degustacji tak jakby nam się humory poprawiły…

Portugalia35

W ostatni wieczór postanowiliśmy sobie sami zrobić owoce morza na kolację. Pół kilo kalmarów na talerzu, do tego porto i ciastko na deser. Było prawie jak w restauracji tylko taniej 🙂

Podumowując:

Ciężko było nam wylatywać z Portugalii. To przez za dobre jedzenie, tani alkohol i chyba po prostu pyszny alkohol 😉 Było fantastycznie nieśpiesznie chodzić pięknymi uliczkami, nawet jeśli czasem kilkanaście razy po tych samych. Portugalia ma w sobie niebywały urok, bo wciąż można znaleźć miejsca, które są nie aż tak turystyczne. Z chęcią wrócę tam aby tym razem poznawać tylko te małe miasteczka i piękne plaże !

Podobało się ? Udostępnij innym !

Mam na imię Klaudia i od kilku lat stale podróżuję do coraz to nowych miejsc. Od pewnego czasu żona Yarka i wspólnie przemierzamy ten wspaniały świat. Pasjonatka fotografii i szukania tanich lotów, nieustannie planując nowe podróże.

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *