dsc7705 1 1140x760 - Samotna w Europie
Europa

Samotna w Europie

Kiedy czasem jadę w tramwaju i wspominam swoje podróże to nie mogę się nie uśmiechać. 29 odwiedzonych krajów i około 3 razy tyle miast w 3 lata to całkiem niezły wynik jak na studenta 🙂 Moje pierwsze podróże zazwyczaj obejmowały tylko moją osobę. Miałam ochotę wyjechać, więc to robiłam. Inni mieli studia, ograniczał ich budżet czy po prostu nie interesował ich zakładany przeze mnie plan.

Wrzesień 2015 roku zdecydowanie był miesiącem decydującym o tym, jak samotne podróżowanie wpłynęło na moje życie. W 15 dni zwiedziłam 6 krajów i kilka najładniejszych miast Europy. Mój plan początkowy był bardziej ambitny i pierwszym celem była Kopenhaga. Wszystkie loty w mojej podróży zostały zarezerwowane pół roku wcześniej w Anglii, kiedy pewnego dnia stwierdziłam, że chciałabym gdzieś wyjechać i kupiłam 13 biletów lotniczych. Każdy wyniósł mnie nie więcej niż 100zł. Miesiąc przed wyjazdem ( o jak dobrze, że nie mam nawyku rezerwacji noclegu z wyprzedzeniem), dostałam informację o odwołanym locie i zwrocie pieniędzy. Byłam załamana i zdenerwowana, Kopenhaga była pierwszym przystankiem wyjazdu i 3 dni później miałam wylecieć stamtąd do Madrytu. W tamtej chwili loty z Polski do Madrytu były drogie, najtańsze z Warszawy za 350zł. Zadzwoniłam na infolinię ryanair i pyk !  Chwilę później dostałam potwierdzenie na lot Kraków – Madryt a kilka dni później nawet zwrot za bilety. Nie mam pojęcia jak to się stało, mogę obstawiać wróżkę chrzestną, ale jak dla mnie to ta Pani z infolinii chyba coś nawaliła 🙂

Madryt

Jak na typowy wyjazd budżetowy przystało, starałam się znaleźć hostów z couchsurfingu w tylu miejscach w ilu się da. Madryt był moim szczęśliwym miejscem, bo nocowałam w dzielnicy Malasaña u młodej, bardzo sympatycznej pary. Już pierwszego dnia pokazali mi miasto , zabrali na najlepsze churros z gorącą czekoladą, zaoferowali osobny pokój z materacem. Czułam się jak daleka kuzynka, a nie obca osoba.

Tego dnia odbył się mecz Ligi Mistrzów Real – Szachtar na który kilka dni wcześniej kupiłam najtańszy możliwy bilet. Co ciekawe, ani trochę nie jestem fanką piłki nożnej, ale moim marzeniem było wybranie się na mecz LM, więc skoro pojawiła się okazja, i to na samym Santiago Bernabeu, to żal by było nie skorzystać ! Taka marna ze mnie fanka skoro musiałam pisać do taty aby zapytać w jakich koszulkach gra Real żebym nie krzyczała w złych momentach.

To doświadczenie aż trudno opisać, nigdy nie byłam na żadnym meczu, więc emocje odbierałam podwójnie. Nie miałam zbyt dobrego miejsca , ale potrafiłam zlokalizować boisko, więc chyba nie było tak źle. Poznałam tam dziewczynę z Rzymu, która pracowała w firmie międzynarodowej i jej pracą było podróżowanie po świecie (  mniej więcej ). Następnego dnia, wraz z nią i dwójka moich hostów wyszliśmy na miasto. Przez kilka godzin staliśmy przy barze w hiszpańskiej knajpie pijąc sangrie i zajadając się pysznymi tapas. Dwójka hiszpanów, włoszka i polka, a między nami rozmowy po angielsku, hiszpańsku i portugalsku.  To było niesamowite dowiedzieć się tyle o tych ludziach i ich historiach.

Mediolan – Monte Carlo – Cannes

Kolejnym przystankiem był Mediolan, z którego niemal od razu wsiadłam na pociąg do Monte Carlo. „Niemal” , bo przed tym spędziłam niezbyt przyjemną noc na dworcu kolejowym, który został zamknięty i przesiedziałam ten czas przy dworcu. Nie czułam się na tyle pewnie by zasnąć, kiedy wokół pełno pijanych oszołomów, więc cała noc minęła mi na trybie „standby”.  Ledwo żywa, z rozmazanym tuszem do rzęs wsiadłam do dość komfortowego pociągu. ” Chyba tu nie pasuję” – pomyślałam, przeklinając w myślach wcześniejszą chęć pomalowania się aby choć dzieci nie uciekały na mój widok.  Młoda, elegancka dziewczyna siedząca obok mnie wydawała się mieć wtedy pechowy dzień, bo chyba nie byłam najlepszą, chętną do rozmowy sąsiadką. Pomijając moją wątpliwą świeżość po całej nocy, cała podróż do Monte Carlo minęła z moją twarzą przyklejoną do szyby jak glonojad tudzież z wiszącą głową i rozwartymi ustami. Gdyby naprzeciwko mnie siedziały jakieś dzieciaki, założę się, że zorganizowały by konkurs, który więcej wrzuci cukierków do mojej buzi. Zamiast tego, co każdą większą stację dostawałam bolesne uderzenie w ramię, kiedy konduktor sprawdzał bilety. No naprawdę, po 3 razie myślę, że już pamiętał mnie na tyle, że nie musiałby mnie non stop budzić. Nie to, że miałam jakieś problemy z zaśnięciem, po prostu za każdym razem budziłam się z potwornym bólem szyji.  Warto jednak było budzić się choć na te 2 minuty aby podziwiać błyszczącą taflę wody Lazurowego Wybrzeża, wzdłuż którego jechał pociąg.

Jeśli ktokolwiek sądził, że podczas mojego pobytu w Monte Carlo wygrałam ogromną sumę w kasynie, poznałam bogatego Amerykanina czy spędziłam popołudnie na jachcie Steve’a Jobsa to chyba muszę go rozczarować. Miasto owszem jest piękne, z cudownym widokiem, zadbane, ale także pełne aroganckich Anglików czy Polaków chcących odbyć luksusowe wakacje i pochwalić się tym na facebook’u. No i drogie, jadłam tam tylko bagietkę z pesto. Przez cały dzień nie spotkałam ani jednej osoby wydającej się podróżować jak ja, z plecakiem, tak więc śmiem twierdzić, że byłam jedną z tamtejszych atrakcji. Kiedy zrzuciłam ciężki plecak na gorący, złoty piasek i weszłam do błękitnej wody to wszystko wtedy wydało się tego warte: nieprzespane noce, całodzienne wędrówki…

Cannes okazało się jeszcze ładniejsze niż przypuszczałam. Nie miało tej surowości, luksusu, które wyczuwało się w Monte Carlo, lecz można było się przejść uroczymi uliczkami w słońcu, przejść promenadą czy na piękną plażę.

Cannes nie jest dobrym miejscem na szukanie darmowego noclegu . Musiałam wydać ponad 150zł za pokój, który znajdował się na drugiej stronie miasta ( dokąd mogłabym dojechać pociągiem gdybym wysiadła stację dalej, ale oczywiście nie sprawdziłam tego dokładnie). Tak więc wieczorem musiałam sobie jeszcze przejść 7km do hotelu, po drodze mijając dziwnego faceta o imieniu Mohamed, który podobno mnie zna. No na pewno.

Po słonecznym Lazurowym Wybrzeżu, Mediolan miał wysoko ustawioną poprzeczkę. Z przykrością stwierdzę, że było to największe rozczarowanie całej podróży. Miasto (bardzo subiektywnie) jest bez klimatu – no chyba, że chodzi o ten podzwrotnikowy.  Wydaje się idealnym miastem dla bogatych ludzi, z bardziej nowoczesną architekturą niż inne miasta Włoch. Jedynym miejscem, które zrobiło na mnie wrażenie to katedra Duomo tak więc cieszę się że spędziłam tam tylko 1 dzień.

Bratysława

Taka trochę brzydsza siostrzyczka Pragi. No może dużo bardziej, ale wydaje się przyjemnym miastem na nudny weekend. O ile walutą na Słowacji jest euro, to ceny nie są aż takie wysokie jak we Włoszech czy Francji. Bilet tramwajowy/autobusowy kupimy już za 0,60e co jest prawie tyle co bilet w PL.

Bratysława była kolejnym miastem gdzie miałam szczęście zamieszkać u hosta. Daniel okazał się młodym meksykaninem, na stałe pracującym w Bratysławie, który gra na gitarze i dorywczo uczy się słowackiego. Był bardzo miły, bo kiedy zmęczona i głodna przybyłam wieczorem do jego mieszkania, skoczył do supermarketu po pizzę dla mnie. Fajnie, nie ? A może po prostu burczało mi w brzuchu tak, że obawiał się, że usłyszy to w nocy z drugiego pokoju.  W każdym razie, dostałam klucze do mieszkania i mapę miasta, a jako, że Daniel pracował do 18 to do tego czasu samotnie błądziłam po mieście, a wieczorem poszliśmy na piwo z jego kolegą z Portugalii. Dosiadły się do nas 2 jego koleżanki ze Słowacji, potem 2 kolegów z Francji, jakiś gość z brodą i jeszcze nie wiem czy może kelner na chwilę nie dołączył. Ogólnie to skończyło się na wielkiej międzynarodowej posiadówie przy piwie. Kiedy ludzie dowiedzieli się, że nie mam jeszcze noclegu w Atenach do którego leciałam nazajutrz, uruchomili wszystkie swoje znajomości i tym sposobem miałam już zaplanowane spanie u kolegi Portugalczyka. Było mnóstwo śmiechu, opowiadań z podróży, studiów, a ja do końca dnia się zastanawiałam jak to się stało, że się znalazłam przy stole z tymi wszystkimi niesamowitymi ludźmi.

Ateny

2 minuty spóźniłam się na ostatnie metro do centrum. Jedyne co mi zostało to wzięcie taksówki, która wyniosłaby mnie kilkadziesiąt euro. Z żalem napisałam do hosta, że się nie zjawię i poszłam poszukać miłego kąta na lotnisku. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam specjalną strefę gdzie można podłączyć ładowarkę, było wifi, komputery i drukarka.

Znalazłam pokój na Airbnb za w miarę przyzwoitą cenę. Było to mieszkanie należące do młodego małżeństwa, którzy przywitali mnie bardzo słodkimi naleśnikami i mnóstwem opowiadań o sytuacji politycznej w Grecji, swoim psie, a nawet pokazali mi swój album zdjęciowy! Wynajmowali jedyny wolny pokój żeby dorobić, jako, że był problem ze znalezieniem pracy i każdy dochód był dla nich ważny. Było to mieszkanie, które odziedziczyli w kiepskim stanie po babci i starali się je krok po kroku sami doprowadzić do lepszego stanu. Przyznam, że gust mieli zadziwiający, bo jeszcze nigdy nie widziałam kuchni w tak ostrym i intensywny kolorze turkusowym. Natomiast fakt, że mogłam także brać z lodówki na co miałam ochotę był rozczulający, bo przecież to oni powinni na mnie zarobić. Czułam, że to były jedne z lepiej wydanych pieniędzy tego wyjazdu.

Z bólem jednak przyznam, że w Atenach nie zobaczyłam zbyt dużo. W moim pokoju było bardzo ciemno i przespałam całe 13h zanim wyruszyłam na miasto, a kiedy już tam się znalazłam to pół miasta było pozamykane przez jakieś manifestacje. Grunt, że najadłam się oliwek 🙂

Rzym 

Perełka całego wyjazdu. Przed wyjazdem usłyszałam od kolegi, który tam mieszkał „Tylko nie rezerwuj noclegu przy Dworcu Termini” . Chyba nie muszę mówić, że spałam w tej okolicy przez najbliższe 2 noce. Tak wyszło. Hostelem okazało się mieszkanie z kilkoma pokojami, w których wciśnięto piętrowe łóżka, i kilka szafek. Na mojej pościeli znalazło się kilka plam nieznanego pochodzenia, więc zmieniłam na tą gdzie rozpoznałam plamę po prawdopodobnie kanapce z pomidorem.

Rzym był niesamowity. Czułam się jak duch stąpający po wszystkich śladach miłosnych historii tego miasta. Wchodziłam we wszystkie ciasne uliczki, średniowieczne kościoły i nie mogłam się nacieszyć tą cudowną atmosferą. To tak jakby to miasto było wprost przesiąknięte romantyzmem. Przez 3 dni moja dieta składała się tylko z kilkunastu smaków gelato i kilku rodzajów pizzy. Tylko raz kupiłam nektarynkę i to za 2 euro, ale tylko dlatego, że jak usłyszałam cenę to mnie zatkało i trzymałam cały czas w górze rękę z pieniędzmi. Kiepski interes, nie ma co, dlatego znowu przerzuciłam się na pizzę, ona mnie nie zdradzi.  Przez cały okres ani razu nie skorzystałam z komunikacji miejskiej. Cały urok Rzymu polega na zwiedzaniu go pieszo ( albo na skuterze ! ) A najpiękniejsza i zdecydowanie godna polecenia jest dzielnica Trastevere – pełna zieleni, wąskich klimatycznych uliczek i ciekawych księgarni.

Miałam lot z Rzymu do Krakowa o 14 w niedzielę, tak się złożyło, że była to ostatnia niedziela miesiąca, kiedy Muzea Watykańskie są za darmo. Zasięgnęłam informacji u właściciela „hostelu ” czy jest sens próbować się tam dostać przed wylotem. ” Włóż wygodne buty i biegnij przez muzeum z kamerą, oglądniesz sobie w samolocie” To chyba znaczyło, że będzie ciężko, więc Watykan zostawiłam na następny raz 🙂

Tak oto, w skrócie, wyglądał mój ponad 2 tygodniowy samotny wyjazd po Europie. Poznałam mnóstwo osób, których zapewne bym nie spotkała podróżując z kimś czy w inny sposób. I pewnie każda osoba, która tak podróżowała przyzna mi rację. Samotni jesteśmy bardziej wyczuleni na to co się wokół nas dzieje, na ludzi, widoki. Chęć otwarcia do kogoś gęby zmusza nas do podjęcia inicjatywy i rozpoczęcia rozmowy.  O ile w moich późniejszych wyjazdach często mi ktoś towarzyszył to taki wyjazd samemu, żeby pomyśleć, spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy jest niezbędny co jakiś czas. Nie wspominając o tym jacy wracamy pełni życia i nowych pomysłów.

Więc teraz tak: wchodzisz na stronę tanich linii lotniczych, wybierasz lot i lecisz sam/a chociaż na 3 dni. Kto się pogubi, nie ma sprawy – ja pomogę, chyba już to ogarniam 🙂

Podobało się ? Udostępnij innym !

Mam na imię Klaudia i od kilku lat stale podróżuję do coraz to nowych miejsc. Od pewnego czasu żona Yarka i wspólnie przemierzamy ten wspaniały świat. Pasjonatka fotografii i szukania tanich lotów, nieustannie planując nowe podróże.

3 komentarze

  • Aleksandra Luberda

    Hej Klaudia ! Super, że tak sobie zwiedzasz. Ja od 3 lat też gdzieniegdzie się podziewam na świecie 🙂 Kocham to i chcę więcej i więcej…i też nieustannniieeeee planuję nowe podróże, małe i duże. Na razie lekki przestój, ale już przebieram nogami.. 🙂 Fajnie, że piszesz bloga. Będzie pamiątka no i też pewnie zainspirowałaś/rujesz nie jedną osobę :). Dobrze się czyta. Pozdrawiam i życzę zobaczenia jak najwięcej pięknych miejsc!

    • Klaudia Kuran

      Hej Ola:) Dzięki za miłe słowa, to wspaniałe słyszeć, że ludzie mają z tego jakąś radość! Właśnie dlatego piszę, chciałabym innych zainspirować do podróży. Widziałam, że też nie siedzisz w miejscu i sporo cię tu i tam. Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *